Niemniej warto tutaj zauważyć, że w dzisiejszych czasach mamy też do czynienia z eksplozją chorobliwej wręcz chrystofobii i to w tak rozmodlonym społeczeństwie jak nasze. Nienawiść i odraza, jaką niektórzy zioną do kleru czy nawet wiernych, niekoniecznie świadczy o osobistej urazie spowodowanej jakąś dawną krzywdą; prędzej chodzi o to, że ktoś nie życzy sobie prawienia mu kazań przez odzianych w śmieszne kiecki panów i autorytatywnego rozsądzania, co jest dobre, a co złe. To akurat mogę doskonale zrozumieć. Czy jednak wzmiankowana chrystofobia jest czymś mniej godnym potępienia niż homofobia, transfobia, antysemityzm? A może właśnie każdemu wolno nienawidzieć i gardzić dowolną osobą, grupą osób bądź organizacją?
Negatywne emocje sprzedają się najlepiej. Być może jest to pozostałość po czasach, kiedy przynosiły nam one (dzięki motywacji do walki chociażby) więcej korzyści niż emocje przyjemne. W każdym razie owa buzująca w ludziach złość na duchowieństwo skutkuje nierzadko czy to osobistą apostazją, czy to chamskimi wypowiedziami pod adresem kościelnej hierarchii, czy to nawet agresją wobec całej instytucji, jak w przypadku "czarnych marszów". Pomimo niechęci do Kościoła nie mogę uznać tego za coś choćby odrobinę lepszego niż - przykładowo - przemoc wobec homoseksualistów, nie mówiąc już o nagminnie demonizowanej "mowie nienawiści", polegającej najczęściej jedynie na braku aprobaty dla niektórych zachowań (jak np. tranzycja) bez intencji niszczenia kogokolwiek. Księża są zwykłymi ludźmi i nie należy ich atakować fizycznie. Werbalnie? Wyłącznie w formie merytorycznej nagany dla ich nielicujących z polskimi obyczajami postępków. Natomiast to, że wciąż pouczają swoją "trzódkę", jak należy żyć, musimy jakoś - my, antyklerykałowie - ścierpieć w pokorze.
Trudno darzyć pozytywnymi uczuciami kościół, mając świadomość ilu podłych rzeczy dopuścili się księża i po dziś dzień nie ponieśli za to konsekwencji. Ta instytucja jest totalnie skompromitowana i już tylko najbardziej naiwni w nią wierzą. Na szczęście tych naiwnych z roku na rok ubywa. W dobie internetu prawda szybciej rozchodzi się w społeczeństwie i ludzie nie są tak ciemni jak dawniej.
OdpowiedzUsuńZgadzam się, to jest łajno w brokacie. Ale najwidoczniej są niektórym potrzebni.
UsuńGłównie starszym ludziom, ale akurat ci są usprawiedliwieni, bo większość życia spędzili w błogiej nieświadomości i mają zupełnie inne patrzenie na kościół. Oni nadal widzą w księżach "nadludzi"... 🙄
UsuńNie tylko starszym. Kościół szafuje sakramentami. Poza tym katolicyzm jest wpisany w polską kulturę.
UsuńNa szczęście coraz więcej ludzi odsuwa się od tej organizacji.
Wiesz, dziś do kościoła chodzi raptem 30% Polaków, więc już nie można z czystym sumieniem mówić, że jesteśmy krajem katolickim. To już pusty slogan.
UsuńZapewne nawet te 30 % olewa nakazy i zakazy Kościoła.
UsuńTe nawet sami księża potrafią olewać.
UsuńJa mam w tej sprawie prostszy mechanizm: omijam ambony szerokim łukiem, ale ludzi nie mierzę długością różańca. Kościół jako instytucja potrafi mnie zirytować do granic możliwości, co nie znaczy, że każdy wierzący od razu dostaje u mnie czarną kartę. Zresztą życie jest wystarczająco męczące bez zaglądania innym do sumienia. Byle nikt nie próbował urządzać mojego - i możemy żyć obok siebie całkiem spokojnie. :)
OdpowiedzUsuńZdrowe podejście. Należy żyć i dać żyć innym.
UsuńNienawiść to nienawiść. Nie ma lepszej, czy gorszej...
OdpowiedzUsuńRacja.
Usuń