wtorek, 20 października 2026

Nihil novi sub sole

Co jakiś czas publicyści ponurą wyją do medialnego "księżyca" niczym chór wilkołaczych upiorów, że oto nadszedł koniec szacunku dla AUTORYTETÓW, co - rzecz jasna - stanowić ma kolejny kamuszek do upadku cywilizacji. Czy jednak mają rację? Być może stare autorytety, jak na przykład ksiądz-biskup-papież, nauczyciel, rodzic, policjant, lekarz - osunęły się w mrok pobłażliwego lekceważenia. Jednak zamiast mentalnego ugoru, mamy wysyp nowych guru, którzy chwytają w swoje "sieci" złaknionych przewodnictwa maluczkich. Są nimi chociażby naukowcy, znani twórcy czy influencerzy. Ci ostatni, co prawda, zyskali estymę głównie wśród niedoświadczonej młodzieży, ale przecież teraz wręcz nie wypada być starym. No chyba, że jest się jednocześnie uroczo oldschoolowym - wówczas starość staje się jakby nieco mniej "krindżowa".

Wydaje się, że pomimo nachalnie promowanego indywidualizmu wciąż potrzebujemy koryfeuszy, którzy objaśnią nam świat, wskażą właściwą drogę, uświadomią, jak należy przejść przez życie, a może nawet odsłonią rąbek tajemnicy bytu pozagrobowego. Ludzie są istotami społecznymi i w gruncie rzeczy chyba nawet lubiącymi hierarchię. Cały ten rzekomy, tak zachłannie lansowany przez media nonkonformizm można o kant dupy potłuc, zważywszy na to, że po ulicach chodzą bardzo podobnie odziani i zachowujący się osobnicy, a wszelkie odstępstwa od normy szybko znajdują swoich naśladowców (tatuaże, piercing, podarte dżinsy). Czy jest w tym coś złego? Bynajmniej. Może właśnie chęć upodobnienia się do bliźniego jest wyrazem miłości do niego?

Hierarchia z kolei objawia się w powszechnym powoływaniu się na najrozmaitszych ekspertów od tego czy owego, zwłaszcza kiedy trzeba udowodnić wirtualnemu interlokutorowi bliską naszemu sercu hipotezę. Dla mnie kimś takim jest sir David Attenborough, niekwestionowany spec od przyrody, którą badał przez ponad siedemdziesiąt lat swojego sędziwego żywota. Kiedy ten dżentelman mówi, że natura ginie pod naporem destrukcyjnej chciwości człowieka, warto się nad jego słowami pochylić. Oczywiście wielu ludzi ma owo nawoływanie za nic i powołuje się na inne autorytety, jak na przykład pan Wojciech Cejrowski, dla którego wszelki ekologizm to zwykła ściema. Komu wierzyć? A może na tle naszej marnej ziemskiej egzystencji nie ma to większego znaczenia?

19 komentarzy:

  1. Wiesz, mądry człowiek zawsze znajdzie sobie wartościowe autorytety. Problemu dopatrywałbym się w tym, że wielu młodych upatruje tych autorytetów w internetowej patologii i celebrytach, którzy są puści jak wydmuszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, młodzi są łatwowierni, ale czy starsi są dużo lepsi?

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa refleksja, a do tego podana z humorem i pazurem. Szczególnie trafia do mnie myśl, że autorytety nie zniknęły — zmieniły tylko twarze i kanały komunikacji. Dla mnie ważne jest, czy ktoś pozwala zadawać pytania i uczy samodzielnego myślenia, czy oczekuje wyłącznie przytakiwania. Dzięki za tekst, który zaprasza do zastanowienia, zamiast podsuwać kolejną gotową odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadawanie pytań jest bardzo istotne. Dzięki za komentarz. :)

      Usuń
  3. "Autorytety" nie wymarły, tylko przeszły do internetu, gdzie dziś wystarczy ring light, telefon i tupet większy od dorobku intelektualnego, żeby zostać wyrocznią dla tłumów. Dawniej na autorytet pracowało się latami, dziś można nim zostać między reklamą kremu na zmarszczki a promocją majtek modelujących. Bardzo rozczula mnie ten masowy indywidualizm - wszyscy pragną być niepowtarzalni, więc dla pewności ubierają się, myślą i wyglądają tak samo. A jeśli chodzi o Attenborough i Cejrowskiego, to ja jednak wolę człowieka, który przez dziesięciolecia poznawał przyrodę, od tego, który zdaje się wiedzieć wszystko, zanim jeszcze ktokolwiek zdąży go zapytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, niezwykle celny i dowcipny komentarz. Dzięki! :)

      Usuń
  4. Tych "autorytetów" w internecie jest tak dużo, że jest w czym wybierać i przebierać. Weźmy choć tych od zdrowego żywienia. Gdy zaczynałam ich słuchać wpadałam w popłoch- naprawdę mam zrezygnować z tego czy z tamtego?! Potem miałam mętlik w głowie i popadałam w paranoję. Wreszcie zauważyłam, że pewne zdania się powtarzają i coś musi w tym być. W efekcie słucham tych, którzy " nie słodzą" a mówią jak jest. A tak na marginesie - zdrowe żywienie i mowa o nim jest jak nowa religia.
    Inna sprawa, że gdy myślę dziś o autorytetach, ludziach, którzy się lansują myślę- co on/ ona będzie z tego mieć i zastanawiam się czy to co mi proponuje jest zgodne z moimi wartościami. Z wiekiem staję się coraz bardziej sceptyczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, warto podchodzić z dystansem do tego, co nam owe autorytety radzą.

      Racja, dieta stała się dzisiaj nową (świecką) religią. Programów o gotowaniu od groma, a to, czy jesz mięso czy nie to wręcz sprawa polityczna. :)

      Usuń
  5. Problem chyba z tym, że sporo jest proroków i ekspertów.
    Zgodzę się z tym, że sir David Attenborough wie o czym mówi, tym bardziej, że lubię jego narrację :)

    Wydaje mi się, że jedna sprawa, to istnienie jakichś informacji, a druga sprawa, to przyjmowanie ich do wiadomości, szczególnie wtedy, gdy mogą być niewygodne dla komfortu osobistego.

    To między innymi "błąd konfirmacji" i parę innych rzeczy.

    Niezależnie od tego, dużo zależy od stopnia świadomości całego społeczeństwa, gdy chodzi na przykład o ochronę środowiska.
    To jak z paleniem papierosów, pa dziesiątkach lat dociera do ludzi, że to jest w sumie niezdrowe.

    Ja na przykład piszę o sprawach związanych ze zdrowiem psychicznym i staram się wprowadzać elementy wiedzy o działaniu umysłu. Nie dlatego, żebym uważał się za koryfeusza, ale żeby zwiększyć ilość informacji na ten temat.

    Różnego typu proroków to jest pełno, każdy coś tam znajdzie. Nie jestem religijny, ale już za czasów Chrystusa było pełno "fałszywych proroków". Jak człowiek się nie edukuje, to trudniej ich rozróżnić.

    I jak mówisz, media zalewają nas masą "influencerów".

    Czy warto się tym zajmować?
    Myślę, że to osobista decyzja. Moim zdaniem, jak nic się nie robi, to łatwo wpaść w bezwład bezradności. Z drugiej strony, to można coś tam zmienić. Wiem, bo byłem przez jakiś czas aktywny w grupach ochrony środowiska. Do dzisiaj coś tam robię, jak choćby koszenie kosą, żeby parę robaczków miało łatwiejsze życie :o)
    Moim zdaniem warto coś tam robić, zajmować się tematem, ale to moja prywatna opinia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, Twoje koszenie kosą to już spory przyczynek do ochrony środowiska. Zamiast kosiarki, która miażdży bezkręgowce - kosa! :)

      Warto dzielić się wiedzą, więc Twoje posty są dla mnie na przykład cenne. :)

      Usuń
    2. Dodam, że "błąd konfirmacji" dotyka i mnie, kiedy muszę skonfrontować nowe informacje z dawną wiedzą, do której jestem przywiązana. :/

      Usuń
    3. Dzięki :)

      Błąd konfirmacyjny dotyczy chyba każdego, w większej lub mniejszej mierze. Nie jesteśmy w stanie cały czas weryfikować wszystkich informacji, a poza tym, to zmiana zdania czy opinii kosztuje sporo energii. Trzeba to "nowe" zapamiętać i przez chwilę poczuć się może gorzej, że człowiek coś źle wiedział.
      Mnie to też dotyczy i widzę czasami po sobie, jak próbuję sam sobie udowodnić, że przecież mam rację :o)

      Uważam, że fajnie, że próbujesz konfrontować. Wiele osób tego nie robi.

      Usuń
    4. Wiesz, w pewnym wieku człowiek nie lubi zmieniać zdania. :)

      Usuń
    5. To się zaczyna już chyba od trzeciego roku życia ;)

      Myślę, że jest sporo osób, szczególnie w świecie nauki, które dopasowują swoje poglądy do tego, co się dzieje. Wiadomo, pewnie nie chodzi o wszystkie aspekty życia. Myślę że David Attenborough też do tego typu osób należy. Jakiś czas temu oglądałem coś o mrówkach, które to tworzyły kolonie składające się z różnych "rodzin". On prowadził do tego narrację i myślę, że to też było dla niego czymś nowym.
      Mnie się zawsze podoba, jak on się czymś cieszy i zachwyca, wczuwa w to, co opisuje.
      Myślę, że nie można tego przeżywać, jak człowiek nie jest otwarty na ciągłe poznawanie świata. :)

      Usuń
    6. O tak, ale tacy ludzie to chyba wyjątki. ;)

      Usuń
  6. Jak widać, historia lubi się powtarzać. 😊 Czasem warto spojrzeć na pewne sprawy z szerszej perspektywy.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post magdatul-fan.blogspot.com i jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie często irytuje, choć to raczej absurdalne, gdy aktorka, piosenkarka, modystka, dziennikarz, sportowiec czy inni są zapraszani do jakiejś dyskusji w programach różnego rodzaju, gdzie wypowiadają się jako eksperci w zupełnie innych dziedzinach: na temat zdrowia, ekologii, ekonomii, polityki, edukacji a nawet życia w kosmosie. Tu widzę dewaluację pojęcia "autorytet". Bo można być autorytetem w jakiejś określonej dziedzinie, w której jest się specjalistą, ale nie można być autorytetem od wszystkiego. Byłam kiedyś na spotkaniu z pisarzem powieści science fiction i dyskusja - pytania czytelników nie dotyczyły kwestii warsztatu pisarskiego, inspiracji literackich, tylko kwestii budowy kosmosu, cywilizacji pozaziemskich, granic poznawczych fizyki itp. Aż w końcu sam odpytywany przyznał, że przecież on nie jest z zawodu naukowcem fizykiem czy kosmologiem, on tylko pisze książki, a jego inspiracją jest wyobraźnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dzisiaj włazi się w tyłek rozmaitym celebrytom i uważa ich za ekspertów od wszystkiego. Dobrze, że przynajmniej niektórzy mają na tyle pokory, by temu zaprzeczyć. :)

      Usuń

Źle się dzieje w państwie duńskim. Pardon, polskim!

Ostatnio miałam trochę do czynienia z polską publiczną służbą zdrowia, co zaowocowało autorytatywnym stwierdzeniem, że trzeba się koniecznie...