piątek, 23 października 2026

Ja też miałam kiedyś dwadzieścia lat i uważałam się za "odmieńca"

Myślisz, że jesteś wyjątkowy/a? Nietypowy/a?  Oryginalny/a? Mam dla Ciebie wiadomość: mnóstwo ludzi w głębi ducha tak właśnie się czuje. Uważają się za kogoś odrębnego od reszty zapyziałego, zachowawczego społeczeństwa; ot, nonkonformistyczni outsiderzy olewający zasady, jakimi rządzi się "stary świat", podążający śmiało własnymi dróżkami niczym wolno wychodzący kot, słuchający wyłącznie własnego - nie wiadomo przez co "urobionego" - sumienia. Dumnych z siebie i swojej "inności" osób jest tyle, że w zasadzie mogłyby stworzyć własną społeczność dziwolągów. Przy czym te osoby nie są w żadnym wypadku samowystarczalne; jak najbardziej korzystają z zasobów wypracowanych przez społeczeństwo, nawet jeśli owego społeczeństwa nie szanują.

Na czym jednak polega ta cała "odmienność" wyżej wzmiankowanych homo sapiens? Na byciu niechętnymi kontaktom międzyludzkim odludkami? Introwertyzm to nic niezwykłego, nie ma się czym szczycić, moi drodzy. Na krytyce "mieszczańskiej" obłudy, prostactwa i głupoty? A czy Ty, szanowna atypowa istotko, na pewno masz w sobie więcej przyzwoitości i mądrości niż ci, których tak bezpardonowo odrzucasz? Czy jesteś stworzeniem złożonym, skomplikowanym, trudnym do rozgryzienia - czy może raczej przynależysz do grona stereotypowych "kontestatorów systemu", ozdobionych kretyńskimi tatuażami, dziarami i śmierdzącymi ciuchami? Co Cię tak naprawdę wyróżnia spośród pogardzanej przez Ciebie tłuszczy? Sam/a siebie namaściłeś/aś na głównego bohatera filmu pod tytułem "Niesamowite przypadki jedynej w swoim rodzaju osobowości"? A może za gniewnymi deklaracjami i dziarskim pohukiwaniem na to parszywe, żałosne, obłudne społeczeństwo kryje się czysta przeciętność i zupełnie naturalna (przynajmniej do pewnego wieku) niedojrzałość?

Ja również uważałam się kiedyś za "inną". Wydawało mi się, że po prostu nie pasuję do reszty świata, nie jest to jednak mój problem, gdyż nie zamierzam się dla nikogo zmieniać. Z czasem zrozumiałam, iż jestem tylko maleńkim i w dodatku niewiele wartym trybikiem w wielkiej społecznej machinie; nieszczególnie przeze mnie szanowane społeczeństwo stanowi - pomimo wszystkich swoich wad - zwartą opokę, która chroni przed najrozmaitszymi zagrożeniami. Można, a nawet należy osądzać bliźnich, lecz nie warto się od nich całkowicie odcinać. Nikt z nas nie jest samotną wyspą. Nie jesteśmy także, rzecz jasna, jedną wielką rodziną. Tworzymy raczej rozległe archipelagi, kolonie, gwiazdozbiory relacji. Nie skupiajmy się zbytnio na własnej rzekomej oryginalności, gdyż możemy zagubić nasze człowieczeństwo. Ono zawsze realizowane jest w zetknięciu z tym "drugim".

31 komentarzy:

  1. Jestem "pokaleczonym" człowiekiem,niestety,wiele razy się spażyłam i nie jestem ufna.Dystansuje się i nie daje drugiej szansy,to jest jakby niezależne ode mnie,odcinam się gdy ktoś po raz drugi przekroczy moje granice,i nie ma już odwrotu.Czasami czuje się sama,samotna,czasami mi z tym dobrze.Poza tym uważam się za przeciętaniaka :) Pozdrawiam,Simera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu ludzi zostało okaleczonych w relacjach z innymi. Nie ma się czego wstydzić. Obyś znalazła kogoś, komu możesz zaufać. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Każdy chciałby być oryginalny, a okazuje się, że w jakiejś grupie, których jest tka wiele, jest całkiem typowy. Często mnie śmieszą reklamy, które zachęcają: wyraź siebie, bądź oryginalny, a oferują przecież produkt, który nabywa ileś tam osób, więc gubię w tym swoją oryginalność, bo staja się podobne. Tak właśnie jest w modzie: jakiś krój spodni, płaszcza staje się modny, rzekomo oryginalny, a potem widzę na ulicy co druga osobę w takim samym modelu. Ale oryginalność ;-)
    Pamiętam jak na polskim rynku pojawiły się kawiarnie Starbuks i modne stało się przesiadywanie w nich z kawą. I znowu zamiast oryginalności, stało się to masowym obyczajem.
    Osoby naprawdę oryginalne nie oglądają się na modę, popularność, trendy i raczej nie starają się na siłę być oryginalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w całej rozciągłości z ostatnim akapitem Twojego komentarza.

      Usuń
  3. Sam jestem introwertykiem i czuję się niepasującym puzzlem w tej układance zwanej światem, ale już się z tym pogodziłem 🙄 Tak to już jest, że jedni są towarzyscy i imprezowi, a innym los przyznał rolę odludka. Nie łatwą rolę, bo ogół społeczeństwa ma alergię na wszelkie inności i bycie papugą pośród szarych i jednolitych wróbli bywa bolesnym doświadczeniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Introwertyzm to nie wyrok. Warto znaleźć sobie jedną, dwie bratnie dusze. :)

      Usuń
  4. Ważne, żeby być sobą wreszcie :) Oryginalność to zupełnie inna sprawa - można ją mieć albo nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A czy można być kimś innym niż sobą? ;)

      Usuń
    2. Tak, zwłaszcza z socjologicznego punktu widzenia. W życiu przyjmujemy najróżniejsze role :)

      Usuń
    3. A to sobą jesteśmy dopiero po odjęciu każdej roli? Czyli wtedy, kiedy jesteśmy SAMI?

      Usuń
    4. Sami lub z ukochaną osobą, której ufamy.

      Usuń
    5. A czy wobec drugiej ukochanej osoby nie przybieramy jakiejś roli?

      Usuń
    6. Przybieramy... najprawdziwszą rolę, jaką możemy :)

      Usuń
  5. Można chodzić własnymi drogami, nie patrząc z góry na tych, którzy wybierają inaczej. Trochę szkoda jednak sprowadzać tę refleksję do oceniania tatuaży czy ubrań — to przecież też niewiele mówi o człowieku. Dojrzałość chyba nie wymaga uznania siebie za niewiele warty trybik, tylko dostrzeżenia, że inni są równie ważni jak my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo pozytywne i szlachetne podejście do bliźnich. Mnie samej troszkę daleko do takiego spojrzenia, być może uruchomił się we mnie starczy cynizm. ;)

      Usuń
  6. Ja staram się myśleć o odmienności jako o zalecie. Zresztą wolę słowa oryginalny, wyjątkowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmienność może być zarówno zaletą, jak i wadą, ale czy na pewno jesteśmy tacy inni? ;)

      Usuń
  7. Z wiekiem człowiek nie tyle przestaje czuć się odmieńcem, ile zaczyna inaczej patrzeć na własną odmienność. Podoba mi się porównanie ludzi do archipelagów — nie musimy być ze sobą identyczni ani tworzyć jednej wielkiej rodziny, żeby mieć dla siebie znaczenie. Mam tylko wątpliwość, czy świadomość własnej przeciętności rzeczywiście jest konieczna, by dostrzec wartość innych. Można przecież być sobą, cenić swoją niezależność i jednocześnie nie patrzeć na świat z góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ja jednak uważam siebie za osobę naprawdę przeciętną i niekoniecznie jest to jakaś straszna przywara. :)

      Usuń
  8. No właśnie, w zależności od tego jak na to spojrzeć, widzi się różne obrazy.
    Jak sama napisałaś: "Czy jesteś stworzeniem złożonym, skomplikowanym, trudnym do rozgryzienia - czy może raczej przynależysz do grona stereotypowych "kontestatorów systemu".

    Mówi się, że ludzie starają się pogodzić ze sobą dwa aspekty własnego życia: indywidualność i przynależność do grupy.

    Istnieją grupy "anty", gdzie ktoś czuje się indywidualistą, bo ma tatuaż, czy parę kolczyków w różnych częściach ciała. Ma swoje indywidualne "oznaki" i czuje się inny, a równocześnie cieszy się poparciem grupy, z którą dzieli poglądy.
    Wiele jest takich grup, z tego co widzę.

    Istnieją osoby, które czują się wyalienowane, bo takie miały na przykład dzieciństwo. Nauczyły się, że nie można nikomu ufać, wyrastały w destrukcyjnym otoczeniu, teraz wszędzie wietrzą niebezpieczeństwo, odczuwają lęki albo reagują zbyt agresywnie. Jedno może być związane z drugim.

    Tema niewątpliwie ciekawy i złożony.

    Dlatego zgadzam się z tym, że żyjemy w społeczeństwie, w którym niektóre osoby są "anty", bardziej dla własnej satysfakcji i podkreślenia indywidualności, niż dlatego, że są "inne". Ich egzystencja bazuje na tym społeczeństwie z którym "walczą".
    Z drugiej strony istnieją osoby, które czują się inaczej, bo tego ich życie nauczyło.

    Co do archipelagu i społeczeństwa, to trochę mi się to skojarzyło z "Gulag archipelago", Solzenicyna. Przeczytałem jednotomową wersję z 2018. Wydaje mi się, że autor dosyć dobrze pokazał, do czego może prowadzić fanatyzm grupowy, jak za czasów Lenina czy Stalina. Za czasów Hitlera i innych nie było inaczej.
    Dlatego widzę też inny aspekt "inności". Czasami jest ona właśnie bardziej humanitarna czy normalna.

    Gdy widzę kogoś, nie znając dobrze danej osoby, to czasami trudno mi te inności rozróżnić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tak obszerny, poruszający różne aspekty omawianej kwestii komentarz.

      Racja, z tą "innością" może być i tak, że wynika z trudnych doświadczeń i postrzegania ludzi raczej jako zagrożenia niż potencjalnego dobra. Ale to już jest jakiś mały defekcik i warto z tym walczyć. Ludzie są bardziej wsparciem niż niebezpieczeństwem.

      A co do tego, że wielu z nas chce cieszyć się zarówno swoją odmiennością, jak i przynależnością do grupy, to jest to chyba normalna, ludzka cecha.

      Usuń
    2. Tak, w tym chyba problem, że postrzegając innych jako zagrożenie trudno jest poprosić o pomoc, albo otworzyć się na nowe kontakty czy możliwości.
      Zamiast weryfikować swoje podejście część osób szuka dowodów na to, że "świat i ludzie są źli". Czyli na potwierdzenie swoich odczuć.

      Dlatego chyba tak istotne jest mówienie i pisanie o tych sprawach, bo zwiększa to szansę na to, żeby ta informacja dotarła do kogoś.

      To nie jest takie proste, bo wiele osób z problemami uważa, że "już taki jestem/taka jestem, nic się nie zrobi".

      Z punktu widzenia neurobiologii mózg zmienia się cały czas. Inaczej, to byśmy o niczym nie zapominali ani nie byli w stanie nic zapamiętać ;)

      Usuń
    3. No tak, mózg się zmienia, ale czy na nasze żądanie? Raczej nie. :)

      Usuń
    4. O tyle, na "nasze żądanie", że na pewne rzeczy mamy jakiś tam wpływ. Możemy się na przykład nauczyć języka obcego albo robić na szydełku. ;)
      Możemy więc wpłynąć na naszą pamięć, do pewnego stopnia, rzecz jasna. Pamięć, to także nasze opinie i wiele reakcji emocjonalnych. :)
      Możemy za pomocą kawy, albo innych środków, zmienić jego działanie, do pewnego stopnia.
      Za pomocą medytacji także można mózg zmienić. Te zmiany, choć nie tylko te, są na przykład widoczne na skanach mózgu, twierdzą fachowcy.

      Wiadomo, na większość procesów nie mamy wpływu, ale na niektóre tak. :)

      Usuń
  9. Dobra pojechałaś mi. Ściągam kapelusz czarownicy i chylę przed Tobą czoła. Masz rację jestem pospolita. Zawsze chciałam być trochę wyjątkowa dlatego w szkole ubierałam się jak dziwoląg, przez to społeczeństwo mnie odrzucało, a ja mogłam się tym szczycić. Teraz mam ponad 30 lat i cholera zapomniałam dorosnąć. To chyba jakaś chęć zrekompensowania sobie nieśmiałości. Dużo jest nieśmiałych osób to prawda, ale często te nieśmiałe osoby strasznie zazdroszczą tym śmiałym i na jakiś swój sposób udają odważne. W pewnym momencie ta świadomość do mnie dotarła. Tylko zamiast ją dobrze wykorzystać, stwierdziłam po prostu, że jestem żałosna :). Niby niezależny kotek ale łasi się do wszystkich, szczęśliwy jak ktokolwiek pogłaszcze. Bo głaskanie jest spoko. Ja też mogę innych głaskać. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Przepraszam, jeśli mój post zabrzmiał tak obcesowo i nieprzyjemnie. Nie jesteś niczego nikomu nic winna (ile zaprzeczeń! :)). Być może na swój sposób jesteś wyjątkowa, tylko ja akurat nie miałam szansy Cię poznać. :)

      Usuń
    2. Przepraszac nie musisz, nie obraziłaś mnie. To takie luźne przemyślenia. Wykątkowy jest każdy i nikt nie jest. Winna pewnie jestem wiele wielu osobom ale zaprzeczające zdanie jest piękne <3

      Usuń
    3. No tak, na swojej drodze spotykałaś ludzi, którzy coś Ci dali, ale i Ty innym dawałaś.

      Usuń
  10. Odmienność, normalność, to subiektywne określenia. Sami o sobie nie wiemy jak myśleć, bo jeśli nie chcemy być przeciętni czy unikamy kontaktów z jakąś grupą, to nie musi znaczyć, że uważamy się za wyjątkowych. Czasami to szukanie osób właściwych dla naszej osobowości. Izolowanie - niekoniecznie, każdy wnosi do naszego życia jakąś wartość, ale z każdym i wszędzie też nie za bardzo...

    OdpowiedzUsuń

Źle się dzieje w państwie duńskim. Pardon, polskim!

Ostatnio miałam trochę do czynienia z polską publiczną służbą zdrowia, co zaowocowało autorytatywnym stwierdzeniem, że trzeba się koniecznie...