czwartek, 29 października 2026

Futrzate szczęście

Jacy by nie byli moi rodzice, to jednak mają ogromne serce do zwierząt. Nie liczę ich pierwszego mruczka Maćka, którego musieli oddać z uwagi na jego agresję w stosunku do nas, ich małych dzieci. Prawdziwa "kocilloza" moich rodziców zaczęła się (dopiero) pod koniec listopada 1999 roku, kiedy to na znajdującej się przed drzwiami do mieszkania wycieraczce zasiadł bardzo piękny kocur, który donośnym miauczeniem dał o sobie znać i tym samym wprosił się do środka. Któż mógł wiedzieć, że będzie to pierwszy z szeregu cudownych "kocilli", które przez następnych dwadzieścia parę lat rodzice "zbierali" z ulicy, wabiąc je na michę; potem następował etap przyswajania, a później jeszcze - aczkolwiek nie zawsze - kastracja. Przez ich mieszkanie, a później dom przewinęło się wiele kotów oraz parę psów. Jednak jako że te pierwsze swobodnie wychodziły na zewnątrz, co jakiś czas któryś z nich albo nie wracał, albo wracał, ale poraniony, pogryziony czy nawet otruty. Najczęściej jednak umierały na raka. Piszę "umierały", gdyż "zdechnąć" to może jakiś ludzki bydlak, a nie ukochane zwierzę.

Mój Partner również należy do osób tkliwego serca, a koty to wręcz uwielbia. W 2021 roku, kiedy już mieszkaliśmy "na swoim", zdecydował o wzięciu dwójki kociąt z portalu olx.pl. W 2024 roku autorytatywnie stwierdził, że potrzebna jest nam kolejna parka: i tak oto wylądowały u nas dwie mruczące siostrzyczki. W przeciwieństwie do kotów moich rodziców nasi podopieczni nie wychodzą na spacer bez nadzoru; starsze rodzeństwo (samczyk i samiczka) są wyprowadzane co jakiś czas na pobliski trawnik na smyczy. Mam wyrzuty sumienia, że "ścieśniliśmy" cztery futrzaki na niewielkiej przestrzeni, lecz trochę się usprawiedliwiam wizją niezbyt odległej w czasie przeprowadzki do większego lokum.

Mój brat również - zapewne po długich namowach ze strony żony i dziecka - wziął do domu małego kotka. Odrobinę go (brata) drażniłam, sugerując, iż powinien koniecznie przygarnąć rodzeństwo, gdyż dwójka lepiej się chowa niż jedynak. Odmówił. No cóż, tak czy siak, każde gospodarstwo domowe w obrębie mojej najbliższej rodziny zaopatrzyło się w kota; przy czym rodzice mają aktualnie także pieska, a docelowo i my chcemy sobie takowego przysposobić (no ale to już po przeprowadzce). Zwierzęta czasami szczają po kątach, biją się wzajemnie, trzeba je wozić do weta i nie można opuścić mieszkania na dłużej - ileż jednak zarazem dają nam radości! Bez dwóch zdań: ludzie więcej zyskują na towarzystwie "braci mniejszych" niż na odwrót.

Jak podaje AI, ok. 49 % polskich gospodarstw domowych posiada co najmniej jednego psa, a 41 % - co najmniej jednego kota. W obydwu przypadkach daje nam to drugie miejsce w Europie. Psy i koty są najpopularniejszymi ze zwierząt towarzyszących. I faktycznie, podczas wizyt u znajomego lekarza widziałam tylko te dwa gatunki. Problem w tym, że zarówno psów, jak i kotów jest ZA DUŻO. Co i rusz na olx.pl pojawiają się nowe ogłoszenia o zbytecznych kociętach i szczeniętach. Niesłychana łatwość, z jaką można zdobyć zwierzątko, skutkuje tym, że trafiają one czasem pod opiekę niezbyt rozgarniętych osób, które nie umieją właściwie zadbać o malucha (który i tak jest maluchem zaledwie przez parę miesięcy). Gdyby właściciele futrzaków naprawdę wzięli sobie do serca apele rządu i rozmaitych organizacji o konieczności sterylizacji swoich podopiecznych, o ileż mniej zwierząt by było "na rynku" i o ile bardziej byłyby one szanowane. Alas, jest jak jest i chyba nieprędko zmieni się ta niewesoła sytuacja.

Niektórzy twierdzą, że człowiek nie powinien niewolić żadnych stworzeń wyłącznie dla przyjemności posiadania wiernego kompana, a co najwyżej hodować parę rodzajów na mięso, mleko i skórę. Nie mogę się z tym zgodzić. Żarliwa przyjaźń ludzko-zwierzęca jest motywem przewodnim wielu utworów literackich i filmowych, jak chociażby "Biały kieł" Jacka Londona (aczkolwiek już w "Zewie krwi" zwycięża umiłowanie wolności i pies przystaje do swoich wilczych kuzynów). Może to egoistyczne, nie uważam jednak, żeby UDOMOWIONE zwierzęta męczyły się przy swoich ludzkich opiekunach. A może wszystko zależy od zapewnionych (tym pierwszym) warunków? Warto mierzyć siły na zamiary: nie każdy powinien brać sobie psa czy kota (czy jakiekolwiek inne zwierzę). Ale o niegodnych właścicielach futerkowatych należałoby popełnić całkiem nowy wpis.

4 komentarze:

  1. U nas także były psy, rybki, papugi, żółwie wodne, chomiki - nigdy nie było kotów. Czasami , gdy jest potrzeba opiekujemy się zaprzyjaźnionym psem.
    Obserwując niektórych właścicieli psów , jestem zdania, że nie tylko jest za dużo zwierząt na osiedlach, ale i nie wszyscy są odpowiednimi opiekunami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, niektórzy nie powinni mieć zwierząt. Sama się zastanawiam, czy nasze koty mają u nas odpowiednią opiekę.

      Usuń
  2. Koty i psy zostały już tak dawno temu udomowione, że nie są one moim zdaniem niewolone.

    Co innego chyba ze zwierzętami hodowlanymi. Sam byłem zaskoczony, jak dowiedziałem się, że 95% masy wszystkich ssaków na Ziemi (nie mówię o zwierzętach wodnych), to zwierzęta hodowlane.

    Zgodzę się z tym, że sterylizacja to podstawa. Bo co robić z tymi wszystkimi kotkami i szczeniakami?
    Tak, wiele osób nie powinno mieć zwierząt, bo nie wiedzą, jak się nimi zająć, z tym, że także niektóre osoby nie powinny mieć dzieci. Kto ma o tym decydować i to kontrolować?

    Nie pamiętam, jak to było z tym "Biały Kieł", ale rasy husky nie w ten sam sposób "udomowione" co inne psy. Ludzi nie gryzą, ale też mniej się chyba do nich przywiązują, z tego co słyszałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, łatwo pomylić "Białego Kła" z "Zewem krwi". :)

      Psy i koty towarzyszą nam od tak dawna, że źle by było to zaprzepaścić. Jednak dla niektórych trzymanie dużego psa w małym mieszkanku podpada pod znęcanie się.

      Co do dzieci, to są one czasem odbierane biologicznej rodzinie.

      Usuń

Futrzate szczęście

Jacy by nie byli moi rodzice, to jednak mają ogromne serce do zwierząt. Nie liczę ich pierwszego mruczka Maćka, którego musieli oddać z uwag...